Też byłam na Robin Hoodzie, ja akurat wróciłam bardzo pozytywnie "nakręcona", ale może dlatego, że nie nastawiałam się na dzieło sztuki, a na ładny obraz, takiego "Gladiatora" w strojach średniowiecznych. Uwielbiam Ridley'a Scota, i wybaczam mu komercję, która od czasu do czasu mu się przytrafia ("Hannibal" na przykład). Ta komercja ma i tak to, co w kinie bardzo mi się podoba - piękne zdjęcia, dbałość o szczegóły, doskonałe aktorstwo. Historia... No cóż, czego można oczekiwać od podania o facecie, który był banitą, i to jeszcze z tak mało atrakcyjnego powodu, jak kradzież jeleni z królewskiego lasu... Ja nie nastawiałam się na historię przez wielkie H, chociaż próba zrobienia z Robin Hooda bohatera narodowego nie przyszłaby mi do głowy. Uwaga na temat Marion jak najbardziej słuszna, ale dla mnie akurat bez znaczenia, ot, wywołała uśmiech.
Na Robin Hooda zabrały mnie dzieci z okazji Dnia Matki
Dla mnie to nadal dobra rozrywka, przy odpowiednim potraktowaniu fabuły oczywiście. A że Ridley Scot wielkim reżyserem jest, to ja mu to wybaczam
Dorszko - mam tak samo. A Ridley Scott za Thelme i Luise ma takiego plusa, ze najwieksze gnioty przelkne nawet A ten Robin gniotem stanowczo nie byl
No jak krola Johna nie pamietasz, no wiesz
Ci ładniutcy jakoś mi w serce nie zapadają Ja wolę tych czasem naznaczonych, może nie żurnalowych, ale z "tym czymś". Jak koty - nie musi być idealny, ale musi mieć ten look
Ridley Scot to dla mnie przede wszystkim "Łowca androidów", że o "Obcym" nie wspomnę, a z nowszych rzeczy "Helikopter w ogniu".
Ja się po prostu nastawiłam na więcej. Moim zdaniem "Gladiator" był dużo lepszy. Książę Jan to był ten, który miał wydepilowane brwi i manicure lepszy pewnie od niejednej z nas . Ja nie przepadam za tym typem mężczyzn. Facet musi być zadbany, ale nie może mieć paznokci lepiej zrobionych ode mnie
_________________ Ola i Harita
Friends are like Angels, who lift our feet when our wings have trouble remembering how to fly.
Wróciłam właśnie z "Incepcji". Koronkowa robota. Najlepszy film, jaki widziałam od dawna. Ani przez chwilę nie oderwałam wzroku od ekranu, nie było tam ani jednej zbędnej sceny, ani jednego banalnego dialogu, ani tego denerwującego plastikowego holiłódzkiego "aktorstwa".
I jeśli ktoś powie, że nie lubi science-fiction, to nie ma się co zniechęcać- oglądając ten film nie czuje się fiction, chociaż sama idea jest daleka od rzeczywistości . Naprawdę warto isć do kina.
widziałam Robin Hood'a
oprócz ostatniej sceny bitwy - świetny film wreszcie ktos inne spojrzenie miał na te historyjkę
świetne dialogi, kilka razy poddusiłam się ze smiechu
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach